fbpx
RECENT NEWS

01RECENT NEWS

Image

Wszystko albo nic

Pieniądze szczęścia nie dają. Same w sobie. Stare przysłowie mówi jednak, że lepiej płakać w Ferrari niż na rowerze. A może ono wcale nie jest takie stare. Tylko skąd wziąć środki na takie auto? Przecież ten nowożytny symbol luksusu, sukcesu i wszystkich innych ochów i achów kosztuje całkiem sporo. Nawet gdybym nie wartościował, bo przecież dużo i mało to kwestie całkowicie subiektywne, to trzeba za to cudeńko zapłacić więcej, niż większość populacji chce wydać na codzienny środek lokomocji.

Czy to znaczy, że nigdy nie będę takim jeździł? Oczywiście nie. A czy to, że coś jest dla mnie dzisiaj zbyt dużym wydatkiem, znaczy, że nie powinienem dążyć do sytuacji, w której będę w stanie sobie na to pozwolić? Odpowiedź wydaje się również przecząca. Rozwój powinien być codziennością, a nawet codzienną powinnością. A czy to, że nie mogę jeszcze nabyć nowiuteńkiego, pięknego, czerwonego, włoskiego ogiera, ma dla mnie oznaczać, że niczym nie będę dzisiaj jeździł? Albo Ferrari, albo całe życie pieszo? Czy może jednak kupię teraz Forda, bo „coś” muszę mieć? Czymś przecież muszę jeździć, bo trzeba żyć.

Inny przykład. Przeprowadzka to zawsze zmartwienie. Najpierw trzeba się zorganizować, spakować, zamówić transport, zwołać ekipę od przeprowadzek. Później wszystko rozpakować, poukładać, a i tak zawsze coś zginie. Generalnie kłopot. Najwygodniej byłoby od razu zamieszkać w willi z basenem albo, jeśli ktoś nie lubi domków, to w penthousie z widokiem na panoramę miasta. No tak, ale to znowu niewyobrażalny wydatek, jak na dziś. Tylko, czy skoro nie mogę mieć ideału, to znaczy, że do czasu aż uzbieram, będę mieszkać pod mostem? Retoryczne. Raczej wybiorę coś, na co dzisiaj mnie stać, mimo że do ideału będzie temu daleko.

Niestety, przez jednego Adama i jego Ewę, nie mamy dzisiaj idealnej utopii, w której każdy miałby wszystko proporcjonalnie do potrzeb. Jest wręcz odwrotnie. Wszystko jest w ograniczonej ilości. Codziennie podejmujemy decyzje, teoretycznie świadome i zgodne z priorytetami. Dokonujemy wielu alternatywnych kalkulacji, w konsekwencji których pewne sprawy załatwiamy, a innych nie. Na wszystko nie wystarczy. I to niezależnie czy Twoja dzisiejsza sytuacja materialna jest bardzo dobra, czy po prostu „jako taka”.

Jeśli za dużo wydajesz na codzienne obiady w mieście, to nie odłożysz na wyjazd na wakacje. Proste przesunięcie środków na gotowanie w domu, a niewydaną resztę do porcelanowej świni – raz w roku tygodniowy urlop. Tylko Ty oczywiście chcesz i obiady w mieście, i dwa razy w roku wakacje w tropikach. Musisz w takim razie więcej zarabiać. Nie ma jak? Musisz się ograniczyć do tego, co na dzisiaj możesz. Logiczne. Nielogiczne byłoby zaprzestanie jedzenia, gdy nie stać Cię na stołowanie się wyłącznie poza domem.

Teraz pomyśl. Jesteś odpowiedzialny za swoją rodzinę, żonę, dzieci, rodziców. Być może za partnerkę, albo za instytucję, której działania zależą od Twojego wsparcia. Masz zobowiązania, które będą wymagały spłaty. Jako przyzwoity człowiek, wiesz, że należy skorzystać z porady profesjonalisty i poruszyć z nim tematy dotyczące zabezpieczenia tych sytuacji, których nie lubimy rozważać. Wyszukujesz najlepszego agenta ubezpieczeniowego i umawiasz się z nim na spotkanie. Rozmawiacie, pijecie kawę, agent wylicza jakie kwoty zagwarantują miękkie lądowanie. Przychodzi czas na poznanie ceny tego rozwiązania i… Zonk. Za drogo. Nie stać Cię. I co teraz?

Agent, w najlepszej wierze, pokazał Ci rozwiązanie idealne. Takie, które załatwi za Ciebie wszystkie sprawy, gdy Ciebie zabraknie. Takie, które zapłaci za Twoje drogie leczenie po wypadku, wypłaci odszkodowanie w razie poważnej choroby, zapewni środki do życia, gdy będziesz niezdolny do pracy, opłaci rehabilitację i prywatną służbę zdrowia, wliczając w to konsultacje lekarskie z najlepszymi autorytetami z kraju i z zagranicy. Wszystko bez kolejek i Twoich finansowych udziałów własnych w leczeniu.

Skupmy się na konkretnym, jednocześnie prostym przykładzie. Zgodnie z poradą agenta, po bardzo wnikliwej analizie finansowej, powinieneś się ubezpieczyć od śmierci na milion złotych. Jako trzydziestolatek masz za to zapłacić trochę ponad 5000 zł rocznie. Jako czterdziestolatek ponad 11000 zł. Im później, tym drożej. Produkt jest bezterminowy, można spóźniać się z wpłatami, zawieszać okresowo opłacanie składek przy zachowaniu ciągłości ochrony itd. To jest rozwiązanie idealne. Ferrari wśród ubezpieczeń. I co z tego, skoro nie wyczarujesz tych pieniędzy, a ta składka jest dla Ciebie zwyczajnie za wysoka. Żeby zachować twarz, mówisz, że rozwiązanie Ci się podoba, jest świetne, ale musisz je jeszcze przemyśleć.

Co robi większość osób po takiej sytuacji? Zaniechują tematu ubezpieczenia. Bo to za drogie. Jednak nie dla nich. Bo przecież jak się nie mówi o śmierci, to jej nie będzie. Jak nie wykraczę sobie wypadku, to mi się nie przydarzy. I tak dalej. Czyli skoro Ferrari jest za drogie, to wolę jednak wszędzie chodzić na nogach. A może jednak inna marka? Na start taka, która nie zrujnuje budżetu domowego?

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Taką alternatywę może stanowić ubezpieczenie wypadkowe. Dla tych samych ludzi suma ubezpieczenia równa milion będzie kosztowała około 1000 zł rocznie. Czyli pięć razy mniej dla trzydziestolatka i jedenaście razy mniej dla czterdziestolatka. Im więcej masz lat, tym ta różnica w cenie będzie wyższa, bo ubezpieczenia wypadkowe nie zmieniają stawek wraz z naszym starzeniem się.

Co jeszcze warto ująć w takim rozwiązaniu? Z pewnością rozszerzenia ochrony na sytuacje, w których ciągle żyjemy, ale przez pewien czas nie możemy pracować. Czyli niezdolność do pracy, kalectwa, wszelkie uszczerbki na zdrowiu jak złamania, skręcenia, oparzenia. Oprócz tego koszty leczenia, koszty rehabilitacji, wypłaty za pobyt w szpitalu, koszty operacji plastycznych itd. W dalszym ciągu składka Cię nie zabije.

Koszty leczenia, czyli zwrot za wszystkie prywatne wizyty lekarskie, badania, prywatne zabiegi, operacje bez kolejki z Narodowego Funduszu Zdrowia czy nawet zwrot za wykupienie recept z apteki. Koszt? Grosze. Sumę ubezpieczenia na 20 tysięcy złotych można kupić za 40 zł rocznie. Rehabilitacja pokrywająca koszty do 5 tysięcy złotych to rocznie 35 zł.

Należy pamiętać, aby w tym rozwiązaniu połączyć umowy pokrywające koszty, z tymi, które wypłacają Ci pieniądze na konto. Jedna rzecz to móc się szybko, sprawnie i w ludzkich warunkach wyleczyć, ale druga, że za coś trzeba żyć i tu pomaga odszkodowanie.

Jeżeli jesteś w stanie wykupić dzisiaj pełną ochronę zdrowotno-wypadkową, to oczywiście należy to zrobić. Wówczas nic Cię nie zaskoczy. Jednak gdy brak środków zmusza Cię do szukania kompromisów, przemyśl bardzo poważnie ofertę ubezpieczenia wypadkowego. Nie bądź mentalnie bezdomnym, który mieszka pod mostem i chodzi wszędzie pieszo. Ubezpieczenie wypadkowe nie jest idealne, ale lepszy rydz, niż nic.

Autor: Paweł Skotnicki

Kancelaria Finansowa: www.kfps.pl

 

02WRITE A COMMENT

Image