fbpx
INTERVIEW WITH CAPTAIN CLAUDIA SKOTNICE-FILAT

01INTERVIEW WITH CAPTAIN CLAUDIA SKOTNICE-FILAT

Image

Interview with Captain Claudia Skotnice-Filat

This article is available in Polish only.

Co sprawia, że kobieta wybiera karierę na morzu? Czy ten męski świat jest w stanie sprawić aby poczuła się spełniona? Czy jest to jednoznaczne z rezygnacją z posiadania rodziny?

Skoro mówi się, że kobieta, która decyduje się na związek z Marynarzem musi mieć twardy tyłek, to jaka musi być kobieta, która decyduje się zostać Marynarzem?

To chyba główne pytania, jakie przyszły nam na myśl, kiedy wybierałyśmy się na rozmowę z naszym Gościem.

Kobiety na morzu bardzo często tracą swoją kobiecość. Muszą być twarde i stanowcze. Muszą być jak faceci, jeśli chcą być akceptowane przez męski świat.

Na spotkaniu tymczasem pojawia się Klaudia. Zdecydowanie kobieca, uśmiechnięta. Bije od niej ciepło i pozytywna energia.

 

Pada to pierwsze, główne pytanie – dlaczego morze?

Klaudia: Kiedy miałam 6 lat, Tata zabrał mnie na statek. Pojawiłam się na mostku, usiadłam na fotelu Kapitana i pomyślałam, że to jest to miejsce, w którym chciałabym się znaleźć w przyszłości. Od tamtej pory pokład, stanowisko Chiefa Oficera a później Kapitana to było moje marzenie. To był mój cel, do którego dążyłam przez te wszystkie lata.  To i koniec!

Crew Poland: Praca na morzu nie należy do łatwych. Tak mówią sami mężczyźni. Kobiecie musi być jeszcze trudniej, zwłaszcza na początku…

Klaudia: Początek był straszny, zwłaszcza w tamtych latach. Kończyłam studia w 2001 roku już z dyplomem oficerskim. Każde święta czy wakacje spędzałam na praktyce, po to aby uczelnię opuścić już z dyplomem oficera. Mimo to, po studiach odwiedziłam blisko 50 firm wędrując po Szczecinie i Trójmieście, często słysząc: pani na statek? Chyba za Stewardesse. Aż któregoś dnia dowiedziałam się, że w Gdyni prowadzony jest nabór dla BP na tankowce. Dostałam się. Pojechałam jako asystent i podczas rejsu zostałam awansowana na Trzeciego Oficera. I tak zaczęła się moja przygoda.

Crew Poland:  Twoje marzenie o pływaniu spełniło się. Jesteś Kapitanem. Czy było warto? Czy na morzu znalazłaś spełnienie?

Klaudia: Praca na statku, w moim przypadku na chemikaliowcu, tankowcu, niesie za sobą wiele wyzwań. Trzeba przygotować statek pod odpowiedni ładunek, wszystko posprawdzać, rozważyć różne sytuacje. Nie wieje nudą.  Człowiek uczy się wielu nowych rzeczy. Co chwila jest w nowym porcie, spotyka różnych ludzi.

Oczywiście każdy wyjazd wiąże się z tęsknotą- za domem, za bliskimi ale póki nie ma rodziny, dzieci najważniejsza jest praca i pasja. Pływa się po różnych zakątkach świata. Na przykład kiedy płynie się Morzem Śródziemnym i wieczorem wyjdzie się na pokład, to bliżej wybrzeży Północnej Afryki czuje się w powietrzu zapach kwiatów. Kiedy wpływa się na Biskaj, zapach morza jest zupełnie inny – ostry, zimny. Kolor wody się zmienia…. Kiedy statek idzie na wschód,  na przykład na Singapur czuć w powietrzu zapach palonego drewna…. Coś niesamowitego…. Jechałam na statek, wiedziałam, że spędzę na nim 4 miesiące i nie wiedziałam w jakim miejscu tak naprawdę się znajdę…. To było fascynujące… Mój pierwszy rejs, rejs na największym produktowcu świata, to była praktycznie podróż dookoła świata. Morze to moja pasja. Morze to dla mnie wolność. Na statku nie ma miejsca na nudę, niezależnie od tego jakie stanowisko się zajmuje. Każdego dnia, każdy na statku czuje na sobie łapy armatora i czarterującego – setki papierów, wymogów i coraz większe tempo. Jednak dla mnie nie ma niczego wspanialszego od odpoczynku po ciężkim dniu na dziobie. Kiedy słychać tylko szum fal, czasem można poobserwować tańczące delfiny. Dla takich obrazów warto…

Crew Poland: A co z rodziną? Czy kobieta aktywnie pracująca na morzu, ma szansę na pogodzenie pracy, pasji z posiadaniem dzieci, rodziny?

Klaudia: Kiedy rozpoczęłam karierę na morzu wszystko inne zeszło na drugi plan. Moje koleżanki pytały o męża, rodzinę ale dla mnie najważniejsze było morze. Jaki mąż? Spędzając większość czasu w towarzystwie samych facetów jakoś nie spieszy się do małżeństwa (śmiech) a co za tym idzie, o dzieciach również nie było mowy. Na początku najważniejsze było morze i kariera.

Crew Poland: Czy pojawienie się dzieci zmienia nastawienie do pracy?

Klaudia: Dzieci zmieniają wszystko! Rodzina i dzieci to obrót o 180 stopni. Nie osiągnęłabym tego wszystkiego, nie zaszłabym tak daleko gdyby nie moi rodzice i najbliżsi przyjaciele. Bez ich pomocy i wsparcia, nie dałabym rady, zwłaszcza, że mój mąż też pływa i to na dłuższych kontraktach. Dlatego bez pomocy nie miałabym możliwości pogodzenia rodziny i mojej miłości do pływania.

Zwykle wychodząc z domu płakałam, w drodze na lotnisko płakałam i wsiadając do samolotu również płakałam. Ale później wiedziałam, że trzeba oczyścić umysł, wziąć się za siebie, wyłączyć tę część serca i skoncentrować tylko na pracy, poukładać sobie wszystko w głowie. Dzieci były bezpieczne i to było najważniejsze.

Dzieci  jednak sprawiły, że zdecydowałam się na zmianę pracy. Ze względu na krótkie kontrakty przeszłam na offshore. Wiązało się to niestety z degradacją i zmianą stanowiska jak również warunków pracy. To nie jest to samo, tęsknię za morzem i moim stanowiskiem. Ale z uwagi na dzieci, zdecydowałam się na taki krok. Musiałam zdjąć pagony, schować dyplom do kieszeni i szukać pracy, która nie będzie wiązała się z kilkumiesięcznymi wyjazdami.

Crew Poland: A jak mężczyźni traktują kobietę na statku? Jak kolegę, jednego z nich? Czy też odczuwasz, że traktują Cię inaczej?

Klaudia:  Środowisko morskie, statek to miejsce w pewnym sensie hermetyczne. Tu nie ma miejsca dla osób konfliktowych. Wszelkie problemy muszą być rozwiązane szybko i często wspólnie. Nie można sobie pozwolić na chowanie urazy. Nie odczuwam, że jestem traktowana przez kolegów inaczej, choć zdarza się, że przychodzą do mnie ze swoimi problemami i traktują jak powiernika.

Najgorzej wspominam Nigerię. Choć nie tylko z uwagi na to, że jestem kobietą. Współpraca z tymi ludźmi była bardzo trudna. Roszczeniowe podejście do wszystkich i wszystkiego. Na dodatek kobieta wydająca polecenia była dla nich czymś nie do przyjęcia.

Ale na przykład współpracę z filipińską załogą wspominam bardzo dobrze. Pływałam kiedyś z pewnym bosmanem, który pewnego dnia podarował mi ….. kij baseballowy.  Użyłam go kiedyś do wyegzekwowania ciszy i porządku na statku, w Nigerii właśnie, za co zresztą uzyskałam przydomek Iron Lady (śmiech).

Crew Poland:

Wulkan energii, który może być poskromiony tylko przez morze. Kiedy trzeba – twarda Iron Lady, na co dzień troskliwa i pełna ciepła mama i żona.  Taka właśnie jest kobieta Kapitan.

Bardzo dziękujemy za rozmowę pełną pasji i inspiracji.

 

02WRITE A COMMENT

Image